na lichej kolumnie się wspieram —

z nią padam — i łkam — i umieram.

Z Twych rąk mi płyną ulżenia,

gdy krwią swą rosisz me lico —

lecz doli mej tajemnicą,

zamknięta w grodzie płomienia!

gdzie tak mnie trapią cierpienia

i tyle szturmów odpieram,

żeć zamek zdam — bo umieram.

Oto jak cień się przekradać