o, moje róże więdnące,

wśród czarnej mgły oceanów —

o niedolo mych peanów,

w których się Boga wypieram,

a stopy zimne całując, umieram.

Słowiku, co ożywiasz gaje

w pustyniach mojego łona —

ach, jakże serce me kona

ach, jakiej męki doznaję —

paląc w płomieniach swe raje —