po których szliśmy strojni w asfodele —

rubin — czyścowe jeziora rozłąki —

i miłość, którą oddałaś w kościele

innemu — a dyament — moje serce dumne,

stopione w ogniach i rzucone w trumnę.

Na czole Twoim płomień chryzolitów,

abyś widziała gwiazdy konające —

ortoklast zimny, smutny jak miesiące

zamrozi w oczach Twoich sen błękitów.

Ale ci jeszcze składam te szafiry