w pustyniach mojego łona —

ach, jakże serce me kona

ach, jakiej męki doznaję —

paląc w płomieniach swe raje —

na lichej kolumnie się wspieram —

z nią padam — i łkam — i umieram.

Z Twych rąk mi płyną ulżenia,

gdy krwią swą rosisz me lico —

lecz doli mej tajemnicą,

zamknięta w grodzie płomienia!