Opuszczono drabinkę sznurową, Mag Litwor wszedł na pokład odymionego, buchającego parą żelaznego potwora. Zniknął wraz z krępym miczmanem364.
Ariaman nie zmieniał zadumy, książę Hubert rozmawiał wesoło z oficerami.
Po kwadransie wyszedł Mag Litwor.
Popłynęli.
Torpedowiec od razu wziął pęd najwyższy i zniknął w parę minut za widnokręgiem.
Mag Litwor usiadł w łodzi, głowę złożył w ręce i płakał.
— Teraz i my nie traćmy czasu — rzekł książę Hubert — kapitan umierający może lada chwila spostrzec, iż podłożyłeś mu pan inny papier na miejscu owych planów. —
— Kapitan Czibisow oddał mi je dobrowolnie, gdym mu ukazał inne w głębinie ludzkości — światło. —
Mag Litwor podniósł głowę i ze wzgardą spojrzał w księcia.
Ten jednak wytrzymał spojrzenie i rzekł: