Skrzydła gryfów pokłębione budzą we mnie szał Atrydy.

Mórz głębiny zielonawe w mgłach powiodą do Kolchidy —

a te zimne skał potwory, gdzie Dyjany ciemna grota,

ja miłością rozpłomienię w mit z porfiru i ze złota!

*

Idziesz tu ze mną w zamarłe pustynie,

gdzie rzeka szemrząc w cyparysach płynie —

a niebo jasne rozpala pożogą,

jak skrzydła duchów co wzlecieć nie mogą.

Czarne diamenty — oczu twych latarnie —