Nie oszczędzą sadów ni minaretów.

Złote wieżyce legną w ruinach, na dywanach smyrneńskich pokrwawią się głowy.

Nałożnice w plusku fontann usłyszą spoza wysokich ścian ogrodu huk ciężki zstępujących olbrzymów.

Miasto, jak garść brylantów migocąca w marmurowej misie, rozbłyśnie tysiącami ogni tych, co zbudzeni będą pytać i zmilkną.

—–

Ale On patrzy na obrady geniuszów w sali mrocznej gdzie sądzą.

On słucha w ukryciu.

Jego niech się trwoży serce Twoje.

Miech twój niech błyszczy rosą Imienia.

——