jest już w jaskini nakręconych lwów.
Tym sposobem mógł jechać zadziwiająco daleko.
— Czy jeszcze nie dojeżdżamy? — szepnął książę.
— Król Parsifal miewał też napady furii:
ścisnął raz między drzwiami na śmierć kamerdynera. Opornych krytyków — nie, radców chce ze skóry obdzierać, wieszać, zamykać w celach podziemnych. Lecz nikt go już nie słucha.
Wstrząsającą jest chwila, kiedy lekarze czają się nań w ciemnym korytarzu: król idzie na wysoką wieżę, aby się z niej rzucić i wtedy znienacka go chwytają.
Chory umysłowo cztery dni tylko przebył nad jeziorem w zamku Starnberg.
Śmierć jego nie była tragiczna: pragnąc uciec za granicę do Austrii i walcząc z doktorem, skończył apopleksją w jeziorze, w miejscu, gdzie było ledwie po pas głęboko. —
Tu zabrała głos przechodząca Pani Mara:
— Więc cóż to przeszkadza tragedii, że było głęboko tylko po pas? ja znam cały legion Iksjonów480, którzy tworzą najstraszliwsze wizje z najprostszych sytuacji...