Burza milkła, choć błyskawice wciąż rozświetlały góry w ich królewskim majestacie. Ariaman teraz dopiero zauważył, iż stoi jeszcze z ubocza koń księcia uwiązany. Wskoczył nań i pognał. Turkot powozu dawno już umilkł, ale wszak nie mógł długo ukryć się pojazd.
O milę stąd będzie młyn wietrzny, dalej bór i za tym borem o kilka mil na górze leży Turów Róg.
Ariaman pędził jak burza.
W sercu jego walczył gniew i upokorzenie.
Kto śmiał odebrać mu jego zemstę i zarazem jego miłość?
W myśli krążyły mu słowa jakiejś Serenady zasłyszanej:
„Indyjskie zwiewne kwiaty
kwitnące raz w sto lat,
o piękna, wyjdź z komnaty,
jak księżyc spoza krat!