Na harfie gram ci słowa,

które się lśnią jak żar,

czemuż cię otchłań chowa

i ty nie wstajesz z mar?”

Ekstaza miłosna jego doszła szczytu, chciał teraz wydobyć z trumny Mangra, roztrącić jego mózg o skały i pchnąć w otchłań!

Zostać z tą szaloną, jak on sam, cudowną jak Ahur i Noc zakończyć miłością, z której już żywi nie powstaną. Ariaman zatrzymał się, skręcała droga do młyna.

Wśród mroków nocy zabłysło tam płonące drzewo — ostry szum śmig wiatraka rozdzierał ciszę.

Tam na śmigach coś wielkiego uczepione krążyło — z zawrotną szybkością.

Niesamowity potwór siedział skulony pod palącą się żywiczną sosną i spoglądał w śmigi kręcące się z przywiązaną do nich trumną.

Ariaman najechał całym pędem, gotów do wszelkiej walki. Lecz gdy zbliżył się do wiatraka, nie było już Furii. Zniknęła.