mój Dionizosie!...

Jeśli masz w sobie tę moc, której nazwać nie chcę — bo już tylu przeżywało ją — to mi się zjaw w wielkich górach moich —

przeobrażona — przesłoneczniona — najgłębsza —

najdumniejsza — wymagająca — nieugięta —

miłość w zbroi, godna być mitem —

lecz nietknięta przez mrówczany kwas ludzkiego termityzmu —

Dziewicza Atene w swym niewidzialnym jeszcze promieniu!

Przyjdź mi słowem jedynym, postacią swą jedyną — lub zapomnij — zniwecz wszystko, co nie jest do urzeczywistnienia!

Jeśli słowo kiedy mogło być boskim dziewosłębem — wysyłam je — promienne, choć w mroku jeszcze — wysyłam je z najgroźniejszym, najwspanialszym wezwaniem — przyjdź ze słowem jedynym — Ty!

Górom wielkim nocy dzisiejszej błogosławię — choć niewiadomy mi Wschód.