Podniebne rzeki zmarzłego lodowca
łzy moje wzięły do zimnych potoków,
lustra Sardarów ujrzały wędrowca,
który je przyćmił gwiazdą wieszczych mroków.
Po opuszczonym błąkam się ogrodzie
straszliwych przeczuć, które ból tłumaczy:
śniłem, że brnę z mym dzieckiem w czarnej wodzie —
krew mu garełkiem biła — i w rozpaczy
niosłem na brzeg. — Więc ujrzę nad ranem
mój los — i niewolnik Boga