I na ziemi całej nie było mu już nic droższego nad to widmo kobiety której kostki czepiały się jego potężnego ramienia.

Ujrzał świat jako olbrzymią jaskinię Króla Wężów.

A serce leciało bezdrożem kamienistym, pod oślepiający księżyc... i tak im świeciło! tak świeciło w tę Noc!


A gdym buchnął krwawicą z ust,

wszystkie się nieba zebrały anhelice

i płakały nade mną.

Chmury zerwały tamę i pękł nieba spust.

Pachniały wieńce krzyża — i gromnice —

i stary Matki Bożej bohomaz świecił srebrem.