wśród drzew się szarpią błyskawice —

a z domu wyszły chore myszy, by zaczerpnąć tchu.

Tym myszkom ludzie święci wszczepili błonicę —

— — taki mrok zimny — i taka ulewa — i tu

ja niegdyś miałem niebo otworzone.

O Lucyferze! tam gdzie lwy w pustyniach

i gdzie haftują gwiazdy czarną tajemnic zasłonę,

tam pójdę — z błyskiem ognia w podziemnych świątyniach!


W duszy Ariamana świat zniknął, zamiast niego utworzyła się otchłań! Było to tak, jakby w burzy Kosmicznej nagle zwaliło się drzewo Igdrazil utrzymujące na swych konarach wszelki byt, zaś olbrzym życia Imir nie mógł i nie chciał zasypać strasznej głębokiej jamy, w której się zagnieździło piekło, sięgające głęboko aż w antypody rozumu — w absurd.