Mózg nie mógł nic wymyśleć, prócz poddania i rezygnacji. Lecz tych dwóch słów nie miał w mowie swej jaźni. Co innego, że można się zaczaić.
Lecz na Kogo?
Z kim tu należy stoczyć walkę?
Kto jest dość potężnym przeciwnikiem?
on sam! Walka ze samym sobą — z własnym zaufaniem w szczęście, harmonię i wielki ład Kosmosu.
Ten, kto chce zwyciężyć swój los tragiczny — musi stawić ołtarze Lucyferowemu Światłu. Dlaczegóż klęka na tych głazach, skąd może być strąconym w otchłań przerażającą —
i modli się... ten atawistyczny polski Abel?!
Lecz Kain zamierza się nań maczugą! Kain-Król miast Cyklopejskich, praw na żelaznych tablicach rytych przy ofierze z tysięcy jeńców!
Świsnęło koło niego coś jakby kula i odbił się złomek granitu.
Tam nad jeziorem — uczuł, że jest jakaś Furia piekielna.