marnymi, które świdrują mogiłę...

— — — Mam wyznać? — trzeba im chlewu, a nie gór z dyjamentów!

żadna pierś nie zdoła oddychać tam, gdzie duch wieczysty

wyszedł z swych urojeń, ambicji — i trwożnych miłosnych zamętów.

Mógłbym z teraźniejszości szydzić — i strącać kamienne lawiny,

bo nienawidzę podłej wciąż przed Jaźnią zdrady — —

(uczcijmy — Judasza!) —

bo nie ma gorszych głupców, ni gorszej przewiny,

niż twierdzić, że w nas jest Polska! gdzie my prosperujemy — tam Ona zginęła!

Ta ziemia — Matka Boża148, cięta od pałasza149,