I w mgnieniu oka wypiła.

— Trudno mi mówić tobie po imieniu. Chciałabym ci nadać tytuł jakiegoś wschodniego władcy, lecz taki, jakiego jeszcze nie było. Tu jest duch w tych górach, który nigdy jeszcze nie skalał się przybraniem ludzkiego kształtu. Bądź nim...

Gdybym miała duszę, oddałabym ją Jemu.

Ale ciała bez duszy On nie chce.

Otóż błędne bramy labiryntu!

Widzę ciebie teraz lazurowym, jak posąg Buddy w księżycowym świetle! —

(Więc dla tej meduzy było jeszcze światłem wrzące w niej piekło, i on — Demon, wydawał się jej w aureolach świętości!)

— Lecz to może znaczyć zupełnie co innego. Utraciłam brata, miał lat 18, był idealnie dobry i chciał być koniecznie Suffim, tj. świętym mahometańskim.

I raz wchodząc do jego pokoju, zastałam go wiszącego. Pokażę ci fotografię — uczyniłam ją, kiedy wisiał. — Zniknęła za zasłoną.

Ariaman, mimo iż był silny, nie obliczył, iż wszystko się kończy i siły witezia Pratatr również.