Musi być po sadło świstaka, łamie Ojcyka po kościak. Hej, syćkie świstaki wybiere on w Tatrak. Choda ślepy je — do kazdej jamy świstaka trafi — taki ma cuch!

Zena

Robota je, sam pilis, a ty w góry idzies, jak by jakowy pan z Warsiawy na wycieckę.

Sabała

Bądźta zdrowi.

Odchodzi

Zena

Pewno znowu ze trzy tyźnie będzie przepadał.

Ozwał się i Gandara, co hipkał po otawie:

Ej podeźrałem ja, ka on zagrzebał wielgi skarb — modlił się nad nim —