— Mój Ty Jezu — niechajze ten Gandara i na mnie sprowadzi śmierzć — hej, grają tam gęślicki Sabałowe, grają! —
(Słychać muzykę w dali).
Wieszczka Mara idzie ścieżyną tam, gdzie przemknęli wędrowcy — i rozmyśla, żeby się to jej tak zdarzyło znaleźć jamę do Zaśnionej Duszy narodu — i Wirnemu powiedzieć: „Już czas”.
(We wnętrzu Tatr. Wychodzi zza skał św. Kowal z rozbitym krwawym czołem — okryty łańcuchami.
Widać jaskinię, niby więzienie, zawarte kratą.
On trzyma palec na ustach — surowo patrzy ku Niewiadomemu, wreszcie odwraca się i, widząc, że tylko potok mówi do Niego — On mówi z nim).
— Strumieniu mroczny, który płyniesz wśród
lasu zielonej Tragedii jodeł —
iskrząc srebrnym wężarem — —