Idę po wzgórzach, ciężko wlokąc trumny —
idę ani pokorny — ani w świcie tłumnej —
sam — ot, wściekły upiór, co nachłeptał z kołysek krwi!
idę — pełzam jak Echidna522 — to wskakuję lwi!
Na wysoką — hej! wieżycę! w głębiny milczenia —
aż stanę na najgłębszej Górze!
Wchodzi Rycerz, Zawisza Czarny, z ogromnymi nieznanego ptaka skrzydłami, z gwiazdą na hełmie.
Zawisza Czarny
Czemu ten dzwon niespokojny? czemu te pęknięcia nowe?
wspomnij nasz układ: My budujem kościół — wielki po nieba posowę523!