Tworzyło się wielkie życie w Turowym Rogu. Zbierali się ludzie wieczorami i radzili.

Dniem rozlegały się huki młotów parowych pod ziemią, wywożono jak zwykle węgiel, naftę, grafit i ametysty.

Lecz zarazem wiązano się tam w jakąś dziwną zmowę, niby Templariuszów polskich — mających na celu odrodzić Ojczyznę.

Słowacki tak pisał o Matce swej, jak oni czuli o Polsce:

„Z błogosławieństwa Twego miałem blaski,

gwiazdom podobne i cień w puszczach Gazy!...

nieraz ćwiek rdzawy u podróżnej laski

rył imię Twoje... Tam, gdzie same głazy,

i słychać tylko fal libijskich wrzaski,

Eschylowymi budzone wyrazy,