Pode mną wężar wijących się rzecznych lazurów —
lasy miedzianych jodeł
jak w antycznym chórze mowa Rapsodu
Obłok potworny spienia się, zrywając obroże —
a tam — dalekie Antarktyczne Morze!
Hej, góry płyną — rozsłoniły się nagle żyzne okolice,
„wyzłacane pszenicą, posrebrzane żytem”!
Zamykam Bramę Jutrzni z przeraźliwym zgrzytem!
Huk zamykanych bram, zlewających się ze sobą piorunów, błyskawice nagle oplątują Trismegistę, jak węże Laokoona. On idzie, niby posąg Mrocznej Nieugaszonej Energii, i wznosi dzwon wyżej — wciąż wyżej nad głową — mając zamiar rzucenia go w otchłań!...