Myśli tytaniczne, jak chmury płynęły, brzemienne piorunami. Księżyc odbijał potężne, groźne zarysy skał w mrocznych, zdających się nieruchomymi, głębinach.
XII. Więzienie nad Ładogą
Tam, gdzie spotykają się ze sobą burzliwa jak morze, bezbrzeżna jak morze Ładoga535 i Newa536 — rzeka tętniąca falami jak arteria krwi pod sercem olbrzyma;
tam, gdzie dawniej dzikie ludy walczyły ze sobą, potem drużyny Nowogrodu i Moskwy ze Szwedami, gdzie „tysiące mężnych poległo, pokrywając pole, na którem nie można zasiać kartofli” — jak mówi stary Wil Szekspir —
tam, gdzie miejsce tylko dla żerowiska czarnych kruków — kiedy z chmur wichurą gnanych zlecą na ziemię, niosąc w dziobach krwawe ochłapy;
tam gdzie jedynie śmierć powinna by zamieszkać na skalistej wyspie, strzegąc Hyperborejskich krain, gdzie są ciche i cudowne noce białe latem i obłędnie tragiczne zorze borealne, jak zjawy anhellicznych duchów, wśród ciemnościowej męki tego piekła — —
tam forteca o grubych, niskich, żółtawych bastionach,
potworny krab, zrodzony przez macicę Ładogi, zapłodniony przez Wicher-Diabła, —
teraz jest świątynią boleści, świątynią dumań straszliwszych niż Chrystusa na pustyni.
W tej wieży Świetlicznej na drugim piętrze męczyła się piękna żona Piotra Wielkiego, Eudokia Łopuchina — oddana najpierw do klasztoru, potem zmuszona oglądać wbicie na pal tego oficera, który chciał ją wyzwolić.