Diabeł, widząc zdradzonym swój zamiar wydęcia mary nadczłowieka, zmienił się nagle w muszkę brzęczącą, chcąc wyrwać z zadumy.

W brzęku jej skrzydełek usłyszał wszystkie tchnienia letniego wieczoru —

i zdało mu się, że wszedł w mroki litewskiego dworku pod zasłonę, gdzie kryje się sypialnia i czeka w ciemności tajemniczej przed walką gorąca, radosna i umiłowana o nagim, gibkim pod koszulą ciele. — Teraz spojrzał płomiennym wzrokiem w Diabła:

— Tu gra na wioli, ukradzionej z nieba,

zły duch — przecudne szaty na nim tej Nocy Polarnej:

błękity i mrok głębin — srebrzystość, jak Feba552,

niosącego w pomroku blask czaszy ofiarnej!

Widzę, że wykopano dół i wbito dwa słupy;

mają rozstrzelać Nestora Mignejszwili,

On podszedł sam — i jakby maszt tonącej szalupy,