objął rękoma ten słup, i gładząc, żegnał... Ha — zabili!
Nie spocznij, muszko, na mym czole!
wichrze nie przynoś mi tchnień!
niech się rozpostrze nad ziemią wieczny cień —
niech Myśl zejdzie w tę czarnych królestw mych niedolę!
Żaden owad, który wchodzi w głębie Nepenthesu,
ćma, zaczepiona w rosiczki łzawnicach,
nie jest tak pogrzebana — żaden brahmanin Gangesu
tyle swej krwi nie wylał, co ja w mych świątnicach!
Nagle szatan otoczył go podzwrotnikową rozszalałą roślinnością — i oczywiście chciał mu przez to wykazać, że mógł całe to królestwo fantasmagorii oddać, jeśli wyrzeknie się atawizmu: iść z narodem — i w rezultacie, jeśli z Szlisselburga uczyni Zamek marzeń.