— Co ja czynię, co ja czynię z moją duszą? — Był to głos Jaźni, ostrzegający Ariamana, że błądzi i zginąć może w Ciemnościach. Cóż bowiem go wiodło teraz przez życie, jeśli nie słup ognistej nienawiści?
Wieczorem żegnali przecudne brzozowe lasy, ten kościołek litewski, zamknięty na zawsze, gdzie tylko duchy umarłych z cmentarza odprawiają mszę.
Kto wie, może nieco żalu w Księciu utaiło się i dokoła złotych włosów Pani Jeziora?
Znów pociągi błyskawiczne niosły ich ku Tatrom. Ariaman nigdy słowa nie przemówił z Księciem o Zolimie. Jakież więc było jego tajone wzruszenie, gdy Książę rzekł mu:
— Powiem coś, co obejdzie cię mocno...
Zolima jest w Turowym Rogu.
Czy pojedziemy tam wprost?
Bladość pokryła twarz Ariamana.
Wspomniał potworną miłość w górach, gdzie wraz z Zolimą odprawiali Czarną Mszę.
Wiedział, że musiał spełnić tę złowrogą, lecz konieczną drogę Przeznaczenia.