Wspomniał, jak Zolima opuściła go tonącego... i jak osądziła wraz z mścicielami rewolucyjnymi, którzy równie nie rozumieli Wielkiej Sprawy Jaźni, jak ich wrogowie żandarmi. Ariaman nie chciał bronić się przed ludźmi, których kochał... z którymi przeżywał wspólne tęsknoty za doskonalszą ludzkością.

Uśmiechając się, zapatrzony w dal za horyzontem, czekał, aż kula położy go na cichym brzegu, skąd się zaczyna astralna wiedza.

Lecz nagle pojawił się ktoś wśród Trybunału sądzącego.

Był to Mag Litwor.

Pochyliły się głowy w najgłębszej czci.

Ariamana wziął za rękę i kazał mu iść, gromiąc go, dlaczego pogłębia otchłań śmierci, zamiast rozjaśniać Życie? —

Jarzył się w Ariamanie teraz jeden ogień: Wiedza tajemna dla Polski!

Więc uprzytomniając wielką duchową jej klęskę, rzekł:

— Idźmy ku Hermopolis590 Tatr!...

— Niestety, przypomni nam to raczej ową u Wiktora Hugo w Miserables wędrówkę przez kanały pod Paryżem...