Straszliwszym12 jest teraz w spokoju, niż kiedy łamały go burze szatańskiej myśli.

Na głazie nad przepaścią stoi, u wejścia tej rozpadliny wulkanicznej, lawami gorącymi wionącej i dymami, gdzie zniknął Król Wężów.

Do niego pono13 idzie ów człowiek: żegna się z zielonowłosymi duchami limb!

Mroczniejszą14 dusza jego zda się niż to niebo, z którego już zapadło w niebyt słońce.

Krwawe tylko smugi rozpełzły po wirchach15, niby światła gromnic.

W głębi przerażającej nieruchomym16 zdaje się morze, które tam rozbija najśmielsze barki na fiordach. Nie dochodzi jego szum tu, na wyżyny wielu tysięcy metrów nad morzem.

W milczeniu bezmiernym wtajemnicza się ten człowiek pustyni.

Dusza jego tu poczynając milczeć — Mówi tym językiem, który leży w głębinie wszystkiego bytu.

Tak mówią limby do skał, tak mówił Demiurg17 do tworzącej się planety.

Tak mówi ludzkie wiecznie nieznane Ja w głębinie swej.