My cienie — niedotykalni, wijemy się za pniami drzew.
Posłuchajmy spowiedzi!
Lub, kto wie, może dziwacznej komedii?
Bo nie wiadomo nigdy, gdzie kończy się groza i gdzie zaczyna się ironia w naturze i duchu.
Czasem oskarżamy to, co jest bardzo drogie sercu; czasem wyanielamy to, co dobrze byłoby owinąć kolczatą leśną lianą i rzucić smokom jaskiń na pożarcie.
Nie mówmy — nie mówmy — słuchajmy!
Zapamiętujmy wyznania — ten zuchwalec wygląda na Jazona18, który zatopił swój okręt Argo dla Medei lub zdaje się być królewiczem indyjskim, który, by wykupić swą duszę spod gniewu świętego Wasantazeny19, stał się grabarzem i musiał pogrześć własne dziecko.
Nie mówmy, nie mówmy — spisujmy oskarżenia.
Bo „wszystko co istnieje — warte jest, aby poszło do dna”.
Milczy syn dziwowej krainy, mający wykrętną myśl tego, co walczył z Minotaurami20 — mający serce płaczące rosą.