Zakrył twarz swą i wyszedł, odrzucony mocą przemożną płaczu, który go zagarniał jak szalejąca rzeka.

Znalazłszy się za drzwiami — zbiegł na dół — i kiedy został sam w sali — uczuł, że w nim są też łzy olbrzymiego szczęścia — nareszcie —

To!...

Wiedza i Pewność.

Chociażby zbyt późno, choćby już w otchłani piekieł — i cóż? Wiedza tajemna jest tym, co wszystko wybawi.

W zupełnej ciemności komnat, zakrytych drzewami parkowymi, iść nie mógł.

Wtem usłyszał huk piorunowy w komnacie alchemika.

I w tejże chwili usłyszał zbiegające kroki księcia — lecz czy mu się zdało? jakby zbiega na czterech łapach zwierzę — nastała cisza, nagle rozświetliło się światełko elektryczne od laski księcia. Był jak zwykle spokojny, lecz przybladły i z ponurym uśmiechem. W ręce miał sztylet. Osmaloną twarz, jakby wyszedł z palącego się domu.

Ten dumny, gwałtowny człowiek wiedział, iż miał do czynienia z potęgami przewyższającymi całą wiedzę współczesną i starożytną — a jednak wydał im walkę!

Mówił: — Mistrza chciałem zabić. Lecz sztylet mój uderzył w ścianę astralną. Iskra piorunna fioletowa oślepiła mnie. Wejdź tam — nikogo nie ma. Nawet cisu tego, który miał co najmniej dwieście lat.