Książę był zdziwiony. Uchylił drzwi.
Na tarasie schylił się w kornym ukłonie lokaj.
— Jaśnie panie, przyjechała nieznajoma — która się kazała oznajmić, jako „Córa króla wężów”.
Książę drgnął muskułem twarzy i tak spojrzał, jakby za chwilę drzwi miały się otworzyć do samych piekieł.
— Wprowadzę sam. Ty zaś na tarasie przygotuj haszysz, wino, kaliany624. Miejcie w kuchni gotową kolację. Księżnej pani oczekiwałem. —
Ariaman patrzył z tarasu na morze i śniące w mrokach góry.
Po kilku minutach książę wprowadził dziwną kobietę o jasnych, lecz z cieniem szmaragdu włosach, z cery i oczu wyglądającą na Kreolkę z południowej Ameryki. Oczy nalane fosforyzującym mrokiem tak świeciły, iż przez swą nadzwyczajność nasuwały myśl o krajach nieziemskich. To, co się zdało kolią ze szmaragdów — były to wężyki uśpione na jej głowie Meduzy.
— Trzy lata temu rozstaliśmy się w ruinach Zygmunt-miasta — mówiła ta dziwna pani, jakby do siebie. — Widać nie możecie sypiać, ja zaś sypiam tylko wtedy, gdy jest na świecie dzień. Noc obłędnie piękna. Siadajmy lub może oni będą przechadzać się?
Mnie ten kalian, który palę, i mokka smakują, triklinia625 tu są wygodne, jak wszystko u księcia, i pierwszy raz nie będą mijały się z celem: naprawdę jestem zmęczona, bom szła tu pieszo z daleka. Mówiąc po polsku, nie miałam wcale pieniędzy na jachty, orient-ekspresy, a nawet na góralską furkę.
Myślę, iż teraz musi się spełnić moje widzenie: