Tak zmarnowano wielki, genialny, prawdziwie obywatelski czyn.
Głupi, podle głupi w tym narodzie są ludzie.
Zostały rodziny, nie mając środków do życia, bo sławetny Bank nawet meble im opieczętował.
Niepognębieni zaczęli pracować w zakładach naukowych lub leczniczych, pani Oleśnicka uczy lud, Muzaferid oddać musiał swój cały teren — panna Zolima wschodni zamek zachowała, i tam ma zamiar założyć uniwersytet dla kobiet.
Książę Zyndram zaś rozjeżdża po kraju, głosząc w rodzaju księdza Skargi biadania o tej Hańbie Narodu. Mowę miał w parlamencie berlińskim, taką — jak on był sam:
przewrotną, starczą, głupią, lecz zwycięską! — — — —
Nie, mylę się — miał i on swą porażkę.
Hrabia Wallensztajn-Sazonow, kapitan gwardii, magnat rosyjski — kiedy ujrzał na balu córkę księcia Zyndrama — osłupiał.
Ten trzydziestokilkoletni, piękny mężczyzna mimowolną radość sprawił panu Melanchtoniusowi, który patrzył na to nadzwyczajne wrażenie.
Już było wiadome, że Rosjanin ją porwie.