— Dość, i ja nie mogę długo znosić jak ta czerń673 cuchnie! — Rzekł Nieznany podnosząc głos:
— Hej, zakopcie żywcem rozsiewacza błędnych ogni wiar, który wiecznym doskonaleniem Jaźni chce w was zabić realny śmiech waszych wnętrzności i jurną moc kpienia ze siebie i ze wszystkich. Wieczności nie ma, nie ma też żadnej ponad człowieka drogi.
I w jednym momencie skończmy z tą baśnią, która odbierała nam istotne natężenie sił w dziedzinie jedynego realnego instynktu walki o byt.
W drugim już momencie stworzymy nowy niebywale mężny prometeiczno-robotniczy świat.
Lecz zamiast realnego śmiechu rozległ się bezmierny jęk tych, co już byli wywołani na śmierć.
Tryumf pomocnik Mangra osiągnął tym, że mówił głupstwo zastosowane do okoliczności.
Porażka zaś Ariamana, że mówił o promieniach X, o losie skrzydlatym do Syzyfów. Mangro, chcąc mieć materiał apatyczny a zarazem wybuchowy, zaszpuntował dusze ludzkie w straszne, głuche, bez wyjścia więzienie materializmu: nie tego, o którym mówi Marks, lecz tego, który ucieleśnił Rabagas!
Tłum, napięty na najwyższy ton rozpaczy, chciał być surowym, chciał już nie dać się złudzić niczym.
Setką rąk zepchnięty Ariaman, uczuł się naraz przywalonym grudami ziemnymi, głazami, piachem — zaczęły go smalić płonące żagwie.
I kiedy wyskoczył z jamy, oskardem uderzono go w pierś — runął.