Zasypywany znowu gradem pocisków, wśród wycia i tryumfu tych, co nareszcie myśleli, że ujmują rzeczywistość, pokonawszy tęsknotę wieczności w piersi człowieczej zawartą. —
Ariaman przemyśliwał moc, która by go wybawiła w tym lub w tamtym życiu.
Uderzył ręką o deski zmurszałe.
W tumanie kłębiącego się dymu i piasku, nie był widzialnym dla tego tragicznego, jak w Sądzie Ostatecznym, tłumu.
Więc naparł mocno bierwiona, rozchylił tyle, iż mógł przejść — i znalazł się w korytarzu na poły zawalonym, przeciskał się, biegł nim — aż natrafił zejścia głęboko wiodące w dół.
Tam grucho odzywało się ciężkim swym dyszeniem Morze.
W labirynty Krzyżtoporskie wszedł, których tak z dawna upragnął.
Tam duszę swoją umocni w wielkich przykazaniach tysiącoleci! Tam odzyska nareszcie źródło mocy dla narodu — chronione przez Cherubima Twórczej Jaźni! Tam usłyszy nareszcie to słowo, które rzec musi nieszczęsnym z powrozami na szyjach!
W morzu wyjącym ułowi rybę, jak młody syn Tobiasza — i umierającej ojczyźnie natrze oczy674 — aby przejrzawszy — uzdrowiała!
Kiedy to rozmyślał i postanawiał, uczuł: jakby ohydne, gumowate dotknięcia łap, jakby oddech zaczajonych zbrodniarzy —