Na powietrzu ukazała się w chmurze zielono-różowej przezroczystej twarz! niewypowiedziana groza oczu, wydających się srogimi, choć czoło bez najmniejszego zmarszczenia —
zawój biały lekko związany, końcem spadał na lewe ramię — lico Zeusa uduchownionego.
Reszta postaci mgławicowa — lecz poznać już było można: Mag Litwor678.
Trzymał ręce przy drutach i elektryczność gromadził w kłębek materii lotnej.
Tam powstało jąderko światła, zdające się żywym —
potem wirując, rosło —
napełniło całą kulę, i wtedy, będąc istnym kulistym piorunem, leciutko sunęło na powietrzu w stronę Mangra.
Ten zajęty obserwacją cierpienia na twarzy Ariamana i dziwiąc się jego spokojowi — nie dostrzegł na razie niczego.
Lecz nagle oczy jego ujrzały zjawisko:
zakrył się ręką przed piorunem, który leciuchno, jak bańka mydlana kołysał się nad nim —