wzrok jego jadem najgłębszej nienawiści oblewał Maga Litwora. I wtedy maska jego stopniała od bazyliszkowego żaru; Ariaman się wzdrygnął! nigdy nie widział bardziej potwornego kłamstwa ni tak niepohamowanej ambicji — dla której było jedyne ujście: Obłęd.
Mangro mimo swej pontyfikalnej szaty, na fotelu siedząc, zdał się obrazem najgłębszej nędzy.
Nagle padł na posadzkę omdlały.
Kula piorunowa wyleciała przez otwarte okno i tam wyładowała potężną błyskawicę. Widmo Maga Litwora rozsunęło więzy jednym dotknięciem ręki, podniosło Ariamana, napełniło mocą dotknięć tak, jak się napełnia pod ulewnym dżdżem wazon wyschłego, zapomnianego kwiatu.
Kiedy Ariaman pełen był dobroczynnych świateł w obu uzdrowionych oczach — rzekł mu:
— Nie ma religii wyższej nad prawdę serca.
Pójdziemy teraz jeszcze stopniem jednym głębiej w poznaniu Rzeczywistości —
Nie zdawał się wychodzić ten głos z ludzkich płuc. Ariaman chciał dotknąć ręki Maga Litwora, lecz poznał, iż był on tylko potężną emanacją jego własnej woli i niewiadomej mocy, która wnet rozproszyła się.
Znowu był sam: wolny... Leżał u stóp jego przeciwnik. Lecz nie wróg... bo nie miał już w sercu swym żadnej żądzy pomszczenia się. Mógł teraz związać Mangra, obudzić — i przez niegodziwy mózg jego przepuścić tysiąc wolt — aż by mu język stał się gorejącym krzakiem Mojżesza! lecz wiedział już, że Mangro jest tylko zaślepłym człowiekiem.
Położył go na dywanie — i rzekł: