Ariaman rozwarł drzwi.
Księżyc, ten sam dobry wieczny Chrystus, mówił z nim — z tym nie zawsze rozumnym, nie zawsze przytomnym, nie zawsze dobrym Nikodemem.
Dama wybiegła na werandę, milczała — a wtem papuga w klatce nad oknem wrzasła:
— Czemu?
Wielkie, rozwarte oczy damy, łagodne, jak u pasącego się zwierzęcia, mierzyły sczerniałą i złą twarz Królewicza.
Papuga zaś darła się:
— Pan chce za dużo naraz — Pan jest niecierpliwy!
Królewicz (zostańmy już dla zabawności przy tej nazwie) usłyszał rozkręcanie mechanizmu —
z najwyższym zdziwieniem poznał, że i Dama była automatem.
Wtedy ją pogładził i rad był z czyjegoś tak wielkiego dowcipu.