Ogień

Samotny siedzę przy kominka blasku,

na ścianach drgają fantastyczne mary —

z bezdźwięcznym śmiechem w takt suchego trzasku

litanii słucham dusz — w łunach Ofiary.

Powoli smutek objął serce senne,

jak pająk muchę, w szarą swoją przędzę;

smutek tak wiotki, jako mgły wiosenne,

a tak bezbrzeżny, jako ludzkie nędze.

Łuczywo gaśnie — pokrwawione ściany