a rzeki krwawą toczą pianę.

W pałacach pustych błądzą straże —

łańcuchem skuli czaszkę moją,

w piekielnym zanurzając warze.

Abbadon czekał z mię ofiary,

lecz anioł Boży wszedł do lochu —

legł z mieczem w sercu człowiek stary.

Po skałach zbiegłem stromych w morze,

śpiewem otchłani jęczą fale,

konchy, jak łzy me lśnią w pokorze.