leniwo — niby odaliska — szła ku lwu pustyni.

Lecz on drapieżną opętany chucią

runął, jak zgóry oberwana skała.

Zwarli się —

i czworgiem łap wyskoczył w powietrze —

— czarna jaskinia mignęła pod brzuchem.

Ama łyskawicą wysunęła się — kłąb

sinych wężów niosąc w paszczy — wnętrzności lwa.

Z pustą ziejącą otchłanią zataczał się

i zwolna obchodził lew jamę krwi konając.