(chwilami wyrasta nad chmury)

z oczyma jak dwa lochy bez dna —

w wyschłych piszczelach rąk

dźwiga młot —

i podnosi z wolna —

jak nakręcona figura woskowa —

zaś opuszcza nagle z potęgą —

w straszne zębate kowadło,

na którym się wzdryga

rozkrwawiona hostia13.