A straszny ślepiec odepchnął kupę żużli nogą

i przez bór pędzi —

i znowu powraca —

sosny szumiące ugina jak rżysko.

Moje oczy stały się podobne do dwojga

zamarzłych okien.

On nie widzi —

nie ogląda się —

lecz szuka czegoś niewidomy —

i wygrzebuje coś skrytego w ziemi —