krwią bez głowy ściekający trup.

A dokoła groźny stanął huf —

zamarznięty na bezdrożach lud —

lśnią na barkach czarne pióra sów —

a na hełmach ich gwiazdy — jak cud.

I ugiąłem przed nimi kolano —

i swą głowę złożyłem na pień —

wtem zapłakał mi tęczowy Cień:

czy miłością i ciebie zbłąkano?

Ja odrzekłem: wyleję swą krew