za ten jeden z mego serca śpiew —
za ten jeden z ręki Bożej cud —
za bijący w niebiosa grom — lud!
Lecz zahuczał przeraźliwy śmiech —
i na koniu poleciałem wcwał —
a z pod kopyt rozpryskiwał grzech —
a na trąbie grał śpiżowej — Szał.
I nie żądam już więcej aniołów —
nie podaję już siebie na zgon —
czuję — leci do mych oczodołów —