sznur niewidzialny wlecze nas —

i my za nimi — połą kryjąc

twarz — idziemy nawpół żyjąc.

Przez wądół leśny, grzęzaw ług,

gdzie się nie wrzynał nigdy pług,

przez bór, gdzie szumi skrzydłem strach,

jak dusze błędne idziem w snach.

Stare zamczysko, drzewiej gród,

ponoć olbrzymów był tu lud —

czepia się mszały z głazem głaz —