Jak Gonta z Maksymem mierzyli się z Lachy,

Jak wrogi konały, jak miasta gorzały...

Sąsiedzi drętwieli z żałości i strachu

I mnie też małemu łzy w oczach stawały

Nad śmiercią tytara. A nikt i nie baczy,

Że mała dziecina w kąteczku gdzieś płacze.

Bóg zapłać, dziaduniu, żeś wiernie przechował

W stuletniej swej głowie te dzieła kozacze,

Com teraz wnuczętom powtórzyć sprobował.

Wybaczajcie, ludzie dobrzy,