Załamał z daleka.
«Zbudź się... zbudź się... O mój Boże!»
Tuli dłonią ciepłą;
Ale nic już nie pomoże,
Bo serce zaskrzepło.
«Och, za co nas rozłączono?
Skąd boża niełaska?»
Śmiech szyderczy wstrząsł mu łono,
I w dąb głową trzaska.
Idą dziewczęta, idą na żniwo,