— A no, bo też to przecie środa.

Trzeba wiedzieć, że Wojtek nader skrupulatnie obserwuje posty80. Zeszliśmy nareszcie na jakąś łączkę przy drodze.

— Wojtku, jeść!! — krzyknąłem wniebogłosy.

— Wojtku, je-e-ść!!! — jeszcze przeraźliwiej i jeszcze półtonem wyżej. Co prawda, nie byłem tak głodny, ale chciałem Wojtkowi zrobić przyjemność.

— A chwała Bogu — rzecze uradowany — że choć raz jeden nie trza was nukać81. I jął wydobywać różne zapasy. Odpoczywaliśmy przy ognisku i pokrzepiali się „herbą” i jadłem.

— A może byście jedli jaja — pyta Wojtek — nakupiłem na Węgrach umyślnie dla was.

— Dobrze, Wojtku, gotuj jaja.

Wojtek „nagotowił” aż siedem. Zjadłem dwa, resztę oddałem moim towarzyszom. Nie pamiętam, jak wyszli z tego zadania, aby podzielić pięć na dwie równe części, ale wiem, że jedli oba. Gdy zaś potem Wojtek suchy chleb maczał w herbacie, rzekłem śmiejąc się:

— Patrzaj no, Szymku, jak się to Wojtek boi masła, a jaja to zajada.

— He, he, he — zaśmiał się grubym basem Szymek i zwracając się do Wojtka: