Owóż, mówi opowieść, że płynęli tak przez czas długi, aż wreszcie do zamku Carboneck przybyli, tego samego, gdzie Pan Lancelot przedtem był się pojawił. Weszli oni do zamku i radość w nim zapanowała wielka, albowiem wiedziano, że dopełnić mają ci rycerze Świętego Graala sprawy.
A kiedy samotrzeć184 tylko w sali, gdzie Święty Graal przebywał, zostali, widziało im się, że człek jakiś do niej wszedł. A na biskupa on wyglądał i towarzyszyło mu czterech aniołów niebieskich. Przy stole srebrnym, na którym Graal spoczywał, mszę ów przybyły odprawił. Zasię rycerze w widzeniu ujrzeli w hostii do góry wznoszonej postać jakoby dziecięcą o twarzy nad wszelki płomień światlejszej.
I powiedział im biskup:
— Słudzy Chrystusowi, pożywicie się przy tym stole strawą najsłodszą, jakiej tylko kiedykolwiek zakosztować było dane rycerzom.
To powiedziawszy, zniknął, a oni za stołem ze czcią zasiedli i pacierze odmawiali. Potem, oczy podniósłszy, człowieka ujrzeli, który wszystkie znamiona Męki Chrystusowej miał na sobie. Ów zasię rzekł im:
— Rycerze moi i słudzy i dzieci moje prawdziwe, którzy z życia śmiertelnego wyszedłszy w życie duchoweście weszli, nie będę się ja przed wami ukrywał dłużej, ale część moich tajemnic i rzeczy dla ludzi zamkniętych przed wami dzisiaj odsłonię. A teraz trzymacie i spożyjecie pożywienie niebiańskie, któregoście tak bardzo pożądali.
Potem sam On święte naczynie wziął i do Galahada podszedł, który na kolana padł i tak sakrament przyjął, a za nim obaj jego towarzysze. A tak słodki im się wydał ów chleb nieziemski, że opowiedzieć o tym nie sposób.
A On do Galahada przemówi:
— Synu, czy wiesz ty, co w dłoniach swoich trzymam?
— Nie — rycerz odpowie — nie wiem tego, póki mi nie powiesz.