Nazajutrz rano, gdy dzień wstał jasny, zbudzili się ci, co w zamku tym przebywali, i Pana Lancelota przed drzwiami komnaty leżącego znaleźli, i dziwowali się wszyscy, skąd się tam wziął. Przyglądali mu się i tętna u dłoni jego szukali, ażeby przekonać się, czy życie z niego nie wyszło. Znaleźli wreszcie, że żyje, ale powstać nie mógł ani też członkiem żadnym poruszyć. Tedy wzięli go i do komnaty ustronnej zanieśli, i na łożu bogatym położyli. Tam, z dala od ludzi, jak martwy przez dni dwadzieścia i cztery leżał, za karę, jak sobie potem pomyślał, za to, że przez dwadzieścia cztery lata grzesznikiem był. A dwudziestego piątego dnia oczy otworzył i spytali go ludzie, co wtedy przy nim byli, jako się miewa. Odpowiedział, że zdrowym na ciele się czuje i wiedzieć by chciał, gdzie też jest. Odpowiedzieli mu, że w zamku, który Carboneck182 się zowie, i że w szukaniu Świętego Graala cel swój osiągnął, albowiem nigdy świętego naczynia w większej bliskości nie będzie już oglądał.

Wkrótce pożegnał Pan Lancelot wszystkich, którzy w zamku tym byli, i podziękował im za staranie, jakie nad nim mieli. Potem zbroję przywdział i odjechał, mówiąc, że z powrotem do królestwa Logris183 jedzie.

XXVI. O końcu poszukiwań Świętego Graala

Owóż Pan Galahad — opowieść mówi — w las wielki wjechał. Wiele po nim odbył podróży i wielu przygód doświadczył, które wszystkie zwycięsko zakończył, ale o nich opowieść nie wspomina.

Pewnego razu zdarzyło się, że w pustelni jednej noc spędzał. Mieszkaniec jej, człek świątobliwy, ucieszył się bardzo, błędnego rycerza u siebie widząc, toteż podejmował Pana Galahada, jak mógł najgodniej. A gdy na spoczynek się ułożyli, nadjechała niewiasta jedna szlachetnego rodu i do drzwi pustelni zapukała. A wzywała ona Pana Galahada. Podszedł pustelnik do drzwi, ażeby dowiedzieć się, czego niewiasta ta żąda. Powiedziała mu wtedy, że z rycerzem, który u niego przebywa, mówić chce. Zbudził tedy pustelnik Galahada i polecił mu wstać i do niewiasty owej wyjść, która, jak się zdawało, pilnie rycerza ujrzeć pragnęła. Wówczas wyszedł do niej Galahad i zapytał, czego by żądała. Zasię ona rzeknie:

— Galahadzie, chcę, abyś zbroję wdział i na konia siadł, i za mną jechał, gdyż w ciągu trzech dni ukażę ci największą przygodę, jaka tylko rycerzowi zdarzyć się może.

Zaraz też Galahad zbroję na się włożył i konia dosiadł. I prosił niewiastę ową, aby przodem jechała, a on za nią w ślad podążać będzie.

Do najszybszego biegu rumaka swego przynagliła i niezadługo nad brzeg morza przybyli, a tam i okręt znaleźli. Zasię na pokładzie okrętu Bors z Percewalem stali i nadjeżdżających widząc, zakrzyknęli:

— Panie Galahadzie, radzi cię witamy. Długośmy na ciebie czekali.

I tak Pan Galahad, konia zostawiając, na okręt wszedł, gdzie go tamci radośnie przyjęli. A wiatr się zerwał i na morze okręt popędził.